Cześć. Dzisiaj rozpiszę się trochę bardziej w kierunku emocjonalnym.. Dzień na prawdę zapowiadał się pozytywnie. Wsiadłam, stęp - jak najbardziej okey, kłus - trochę do przodu, ale na opanowanie, galop - tragedia. Klacz bardzo źle się dziś prowadziła. Wiem, że to tylko koń, może miała zły dzień? Może bolała ją głowa? Brzuch? Szyja? Cokolwiek. Niestety ja, jak też niektórzy ludzie, jestem 'mądra' dopiero po fakcie.. Przy pierwszych zagalopowaniach z kłusa nie było żadnych problemów, dopiero po jakimś czasie koń zaczął wypadać zadem za koło, mimo że starałam się ją mocno na tym łuku trzymać. Zaczęła wierzgać, pobrykiwać, zatrzymywać. Nie wiem co się stało. Może za dużo na raz chciałam od niej dostać? Za dużo wymagałam? To samo było w drugą stronę. Lotne zmiany nogi to była w ogóle porażka.. Przez moje niejasne sygnały Wariacja była po paru próbach zdezorientowana, nie wiedziała czego od niej chcę. Dlaczego się denerwuję. Wyładowywałam na niej swoją niewiedzę i złość.Starałam się zrobić to ćwiczenie za wszelką cenę. Udało się tylko kilka razy. Potem stwierdziłam ,ze mam dość i czas się poddać. Przeszłam do stępa i zaczęłam 'od podstaw'. Od stępa. Dopiero teraz zrozumiałam, dlaczego moja instruktorka zawsze powtarza, że stęp jest bardzo ważną częścią każdego treningu. To dzięki niemu zdobywamy swoje zaufanie, zaczynamy się poprawnie między sobą porozumiewać. O ile wykonujemy to z rozwagą, skupieniem i oczywiście spokojem. Jeździłyśmy ósemki, slalomy między drągami. Potem zsiadłam, wzięłam wodze do ręki i chodziłam z nią z ziemi, rozmawiałam. Przepraszałam, przytulałam, tłumaczyłam się. Myślę, że to trochę mi pomogło. Wierzyłam, że ona mnie słucha, że też próbuje to zrozumieć, tak samo jak ja. Złość i słabości minęły i znowu pojawił się u mnie uśmiech. Po rozsiodłaniu jeszcze długo z nią 'rozmawiałam'. Dywagowałam nad tym co robiłam źle. Dlaczego doszło do paru naprawdę niebezpiecznych sytuacji.. Dlaczego ja, dzisiaj.
Jutro nie wsiadam, za to idę z obiema klaczami na spacer, na łąkę obok. Nie wiem czy pójdziemy same, czy będzie nam ktoś towarzyszył. Liczę na to, że lepiej się dogadamy z ziemi, żebyśmy znowu mogły pracować z siodłem :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz