Cześć. Wczoraj już na spokojnie zdążyłam zająć się i Wariacją i Wokaną. Z Czarną, przy okazji obecności naszego ulubionego fotografa, poszalałyśmy w śniegu. Dzikie, swobodne galopy, luźne i spontanicznie skoki. Coś niesamowitego! Klacz bardzo chętna wszelkiej pracy. Mimo zimna smagającego policzki i nos, kobyłka nie traciła chęci i zapału. Potem krótka przerwa, małe pielęgnacje obu koni i przyszła pora zabaw ze Smokiem. Wyczyściłam, osiodłałam i poszłyśmy. Nie zastanawiałam się nad tym co robię. Wszystko szło z serca, tak samo z siebie. Cudowne uczucie. Budowanie więzi z koniem. Po spacerze krótka lonża i trzeba było kończyć. Zimno coraz bardziej okalało moją twarz i ręce. Stawało się nie do wytrzymania.
Dzisiaj wolałam nie ryzykować zdrowia, więc dziewczynki miały dzień wolnego, który.. niestety się przedłuży. Wyjeżdżam na ferie w góry, odpocząć i ponapawać się pięknem polskich krajobrazów. Po drodze zaliczę Kraków i Zakopane, potem tylko dalej. A mówię niestety, ponieważ wiem, że ta przerwa będzie nas dużo kosztowała.
poniedziałek, 25 stycznia 2016
sobota, 23 stycznia 2016
Sobota
Cześć. Dzisiaj, tak jak sobie obiecałam, byłam w stajni chwilę po 8. Wypuściłam je na padok, było widać ich radość. Galopy, bryki, jednym słowem szał. Jak już się ogarnęły, zgarnęłam je do stajni z powrotem. Zaczęłam czyścić Wariacje, potem osiodłam. Przebrałam buty i wyszłam na maneż. Nie jeździłam dziś długo, w końcu o 9 jest zimno. Termometr pokazywał -10 stopni. Rozgrzewka w miarę spokojna, trochę baranków dla urozmaicenia kłusa i galopu. Potem skoki. Koń ładnie dojeżdżał, bezbłędnie interpretowała moje sygnały, czy do zmiany nogi, czy tępa. Po jeździe krótkie spa - kopytka, nogi, ogon, grzbiet. Niestety dla Wokany nie starczyło mi dziś czasu. Nie byłam na to przygotowana. W sumie zdążyłam ją tylko wyczyścić. Szkoda. Za to jutro skupię się głównie na niej. Z Czarną pojeżdżę na oklep albo popracuję w rozluźnieniu na lonży. Trzeba korzystać z każdego promyka słońca. Nieważne czy zimno czy ciepło. Dla Smoka mam spore plany, o których zapewne dowiecie się po fakcie. Jutro. Każdy taki pracowity dzień jest nadzieją na przyszłość. Jak nie dla nich, to dla mnie.
Miłego dnia wszystkim życzę.
Miłego dnia wszystkim życzę.
piątek, 22 stycznia 2016
Ferie 2016
Cześć. Dzisiaj się trochę rozpiszę, z racji tego, że mnie tak długo mnie nie było.
Nowy rok zaczęłam najlepiej jak mogłam, z nowymi postanowieniami i planami. W szkole idzie mi 'świetnie', oceny końcowo semestralne kumulują się na średnią 5,13. Generalnie jestem zadowolona i nie mogę narzekać. W tym roku jak na razie w stajni byłam tylko raz. Z powodów czasowych, już nieistotnych. Jadę jutro, 8:10 wyjazd, planuję dużo ambitnej pracy dla obu klaczy.
Najpierw Wariacja -->
Mój niezawodny, kochany miś, który ma tak wielkie serce, że nawet w wieku 20 lat zaskakuje mnie swoimi chęciami do pracy. Mimo wielu, naprawdę wielu powodów, dla których inna osoba już dawno by zrezygnowała, ja mam jeszcze większą motywację do działania. Wiem, że nie mogę teraz zrezygnować. Tak, to brzmi absurdalnie, że pokładam nadzieje w starego konia. Przyznam tu szczerze i bez bicia, że tak, 20-sto leni koń jest stary i ma swoją jakże ciekawą przeszłość. Lecz gdy wiążą się z nią także twoje wspomnienia, to nie możesz zapomnieć i przestać. Chcesz brnąć w to dalej i dalej, i mocniej, i mocniej. To jest dla Ciebie jak narkotyk. Dlatego będzie mi tak trudno to opanować lub, co gorsze, pogodzić się, że to nie wróci kiedy jej już nie będzie. Na szczęście dzisiaj nie o tym! Jutro mam nadzieję porządnie potrenować. Tydzień temu było spokojnie, na rozruch. Jutro już mocno i efektywnie. Ona jest bardzo silna, pokazuje to. Dlatego nie boję się tak mocną ją angażować.
Teraz Wokana -->
Silny, uparty smok. Ten koń to czyste odzwierciedlenie mnie. Boi się, nie ufa, ale także jest ciekawa i chce wiedzieć co jest za rogiem. Praca z nią to ciągłe przełamywanie barier i stawianie nowych przeszkód. Rzadko bywa przymusem, ale też rzadko jest zabawą. Zabawą można ją będzie nazwać dopiero jak będzie regularna i solidna. Na razie to chwiejna lina, na której obie stoimy. Wiem, że jeśli teraz przestanę, to klacz znowu 'zamknie się w sobie' i ciężko będzie nam znowu sobie zaufać. Liczę na to, że kiedyś wejdziemy razem na parkuor i wyczytają nasze imiona. Wtedy będę wiedziała, że osiągnęłam swój cel, wymarzony cel. Od zawsze. Niestety to dopiero w dalekiej przyszłości, bo wiem, że dużo pracy przed nami, a czas nie jest nam przyjacielem. Jutro skupię się nad jej wolą podążania za innymi. Pójdziemy na spacer na wolności. Luzem. Jestem bardzo ciekawa jej zachowania podczas tych ćwiczeń. Normalnie ją osiodłam, tak jakbym robiła to codziennie. I pójdziemy, bez słów, w ciszy.
Nowy rok zaczęłam najlepiej jak mogłam, z nowymi postanowieniami i planami. W szkole idzie mi 'świetnie', oceny końcowo semestralne kumulują się na średnią 5,13. Generalnie jestem zadowolona i nie mogę narzekać. W tym roku jak na razie w stajni byłam tylko raz. Z powodów czasowych, już nieistotnych. Jadę jutro, 8:10 wyjazd, planuję dużo ambitnej pracy dla obu klaczy.
Najpierw Wariacja -->
Mój niezawodny, kochany miś, który ma tak wielkie serce, że nawet w wieku 20 lat zaskakuje mnie swoimi chęciami do pracy. Mimo wielu, naprawdę wielu powodów, dla których inna osoba już dawno by zrezygnowała, ja mam jeszcze większą motywację do działania. Wiem, że nie mogę teraz zrezygnować. Tak, to brzmi absurdalnie, że pokładam nadzieje w starego konia. Przyznam tu szczerze i bez bicia, że tak, 20-sto leni koń jest stary i ma swoją jakże ciekawą przeszłość. Lecz gdy wiążą się z nią także twoje wspomnienia, to nie możesz zapomnieć i przestać. Chcesz brnąć w to dalej i dalej, i mocniej, i mocniej. To jest dla Ciebie jak narkotyk. Dlatego będzie mi tak trudno to opanować lub, co gorsze, pogodzić się, że to nie wróci kiedy jej już nie będzie. Na szczęście dzisiaj nie o tym! Jutro mam nadzieję porządnie potrenować. Tydzień temu było spokojnie, na rozruch. Jutro już mocno i efektywnie. Ona jest bardzo silna, pokazuje to. Dlatego nie boję się tak mocną ją angażować.
Teraz Wokana -->
Silny, uparty smok. Ten koń to czyste odzwierciedlenie mnie. Boi się, nie ufa, ale także jest ciekawa i chce wiedzieć co jest za rogiem. Praca z nią to ciągłe przełamywanie barier i stawianie nowych przeszkód. Rzadko bywa przymusem, ale też rzadko jest zabawą. Zabawą można ją będzie nazwać dopiero jak będzie regularna i solidna. Na razie to chwiejna lina, na której obie stoimy. Wiem, że jeśli teraz przestanę, to klacz znowu 'zamknie się w sobie' i ciężko będzie nam znowu sobie zaufać. Liczę na to, że kiedyś wejdziemy razem na parkuor i wyczytają nasze imiona. Wtedy będę wiedziała, że osiągnęłam swój cel, wymarzony cel. Od zawsze. Niestety to dopiero w dalekiej przyszłości, bo wiem, że dużo pracy przed nami, a czas nie jest nam przyjacielem. Jutro skupię się nad jej wolą podążania za innymi. Pójdziemy na spacer na wolności. Luzem. Jestem bardzo ciekawa jej zachowania podczas tych ćwiczeń. Normalnie ją osiodłam, tak jakbym robiła to codziennie. I pójdziemy, bez słów, w ciszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















