piątek, 22 stycznia 2016

Ferie 2016

Cześć. Dzisiaj się trochę rozpiszę, z racji tego, że mnie tak długo mnie nie było.
Nowy rok zaczęłam najlepiej jak mogłam, z nowymi postanowieniami i planami. W szkole idzie mi 'świetnie', oceny końcowo semestralne kumulują się na średnią 5,13. Generalnie jestem zadowolona i nie mogę narzekać. W tym roku jak na razie w stajni byłam tylko raz. Z powodów czasowych, już nieistotnych. Jadę jutro, 8:10 wyjazd, planuję dużo ambitnej pracy dla obu klaczy.
Najpierw Wariacja -->
Mój niezawodny, kochany miś, który ma tak wielkie serce, że nawet w wieku 20 lat zaskakuje mnie swoimi chęciami do pracy. Mimo wielu, naprawdę wielu powodów, dla których inna osoba już dawno by zrezygnowała, ja mam jeszcze większą motywację do działania. Wiem, że nie mogę teraz zrezygnować. Tak, to brzmi absurdalnie, że pokładam nadzieje w starego konia. Przyznam tu szczerze i bez bicia, że tak, 20-sto leni koń jest stary i ma swoją jakże ciekawą przeszłość. Lecz gdy wiążą się z nią także twoje wspomnienia, to nie możesz zapomnieć i przestać. Chcesz brnąć w to dalej i dalej, i mocniej, i mocniej. To jest dla Ciebie jak narkotyk. Dlatego będzie mi tak trudno to opanować lub, co gorsze, pogodzić się, że to nie wróci kiedy jej już nie będzie. Na szczęście dzisiaj nie o tym! Jutro mam nadzieję porządnie potrenować. Tydzień temu było spokojnie, na rozruch. Jutro już mocno i efektywnie. Ona jest bardzo silna, pokazuje to. Dlatego nie boję się tak mocną ją angażować.
Teraz Wokana -->
Silny, uparty smok. Ten koń to czyste odzwierciedlenie mnie. Boi się, nie ufa, ale także jest ciekawa i chce wiedzieć co jest za rogiem. Praca z nią to ciągłe przełamywanie barier i stawianie nowych przeszkód. Rzadko bywa przymusem, ale też rzadko jest zabawą. Zabawą można ją będzie nazwać dopiero jak będzie regularna i solidna. Na razie to chwiejna lina, na której obie stoimy. Wiem, że jeśli teraz przestanę, to klacz znowu 'zamknie się w sobie' i ciężko będzie nam znowu sobie zaufać. Liczę na to, że kiedyś wejdziemy razem na parkuor i wyczytają nasze imiona. Wtedy będę wiedziała, że osiągnęłam swój cel, wymarzony cel. Od zawsze. Niestety to dopiero w dalekiej przyszłości, bo wiem, że dużo pracy przed nami, a czas nie jest nam przyjacielem. Jutro skupię się nad jej wolą podążania za innymi. Pójdziemy na spacer na wolności. Luzem. Jestem bardzo ciekawa jej zachowania podczas tych ćwiczeń. Normalnie ją osiodłam, tak jakbym robiła to codziennie. I pójdziemy, bez słów, w ciszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz