Cześć. W niedziele bardzo dobrze mi się jeździło. Na początku solida rozgrzewka, w tym dużo stępa, rozciąganie na drągach w kłusie i galopie, dodania w galopie, lotne zmiany nogi (nie wychodziły idealnie). Czarna bardzo fajnie chodziła, to była jedna z tych lepszych jazd. Klacz się słuchała, dało się układać, żuła z ręki. Rewelacja po prostu. Po rozgrzewce, krótko koperta kilka razy z rzędu, przerwa na oddech (dyszy), znowu koperta, tym razem z drągiem drugoczłonowym, kolejna przerwa, trochę dłuższa. W środku jazdy się trochę za bardzo rozruszała i najazdy na stacjonaty to była prawdziwa walka o przetrwanie. Do tego kilka razy 'poczuła wolność' czy jakiś magiczny przypływ energii i ją poniosło. Ze dwa razy prawie bym spadła xd Lubie takie jazdy, bo daje mi tym znać, że nadal czuje się młoda, że ma chęci, że traktuje to jak zabawę. Miło przeżywać coś takiego, nie wiem czy wy też tak macie.

Po jeździe pojechałam z nimi w teren na samego stępa. To było takie moje podziękowanie za jazdę. Bardzo miło i przyjemnie spędziłyśmy czas. Słońce świeciło, ptaki śpiewały.. No wiosna w 100%. Szkoda, że nie jest tak codziennie..
Po powrocie wzięłam jeszcze Smoka na lonże. Z nią czeka mnie naprawdę dużo pracy. Lubie bawić się z nią z ziemi, może tak zostanie? Nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz